To białe, sypiące się z nieba, wróciło. Znaczy śnieg, -9, zima itd. Pięknie jest, k... pięknie. Tylko ja już naprawdę mam dość i chętnie powitam wiosnę. Nawet opony wymienię, a co! Oby już można było wyjść w zwykłych butach i po 2 godzinach tego nie żałować - co wczoraj wieczorem boleśnie odczułem.
Chociaż nie da się ukryć, że dzisiaj było po prostu... pięknie. "Łajt Kristmas" pełną gębą. Że też ta pogoda nie potrafi się wstrzelić ciut dokładniej z odpowiednim klimatem. W każdym razie w Łazienkach rano było obłednie - co zresztą nie dziwne przy ponad 20 cm świeżego białego puchu.
Oprócz klimatycznych zjawisk pogodowych nastąpiły dzisiaj zjawiska kuchenne :). W ramach wolnego dnia, w przerwach między tatusiowaniem, robieniem obiadu i zajmowaniu się "ważnymi sprawami" upiekłem bułeczki wedle przepisu Liski z Pracowni Wypieków.
To drugie spotkanie z tymi bułami. Niebo w gębie. Po prostu klasyka pt. "walę dietę, muszę to zjeść" (ta dieta to nie ja ale jakbym był to bankowo bym olał... dietę oczywiście). Do tego prostota wykonania. I tylko jeden problem... nie cholery nie chcą mi te bydlaki urosnąć jak bułeczki tylko się robią takie plaskate. I tak dobre ale no takie nie "bułeczkowate". Chociaż w sumie to wygodniejsze w użyciu więc na siłę zmieniał nic nie będe. Koncepcja jest taka, że jest za dużo wody i ciasto jest zbyt miękkie. Moze i tak (bo rzeczywiście jest przy wyrabianiu strasznie lepkie) ale nie będę się chyba tym przejmował, najwyżej następną partię testowo odwodnię odrobinę.
A żeby było też coś dla ducha (chociaż dosyć manualnego ducha) to sobie dokończyłem sklejać myśliwiec Imperium - Tie Interceptor. Radość na paszczy potomka - gratis ;-).
Dzień niezbyt po dniu z życia pewnego mieszkańca bloku i trochę gotowania dla opornych. Plus pewna doza przemyśleń, różnych akcji kuchennych, pasków Stfora i zdjęć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycinanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycinanki. Pokaż wszystkie posty
15 mar 2010
25 lut 2010
Papierowo
Wreszcie, po prawie pół roku, zabrałem się za papier. Jakoś nie było czasu, energii i sam nie wiem... czegoś.
No ale wczoraj wieczorem w ramach rozgrzewki popełniłem C3PO - w wersji odjechanej - teraz będzie się mógł spotkać z Supermanem z tej samej bajki czekającym na biblioteczce :-).
Model w formie PDF można pobrać tutaj.
Większości osób modele papierowe kojarzą się z jakimiś statkami czy samolotami z kartonu, klejonymi przez totalnych zapaleńców - modelarzy. I mi także tak cały czas się kodowały we łbie. Ale trzeba zerknąć w googla - po haśle "papercraft" można znaleźć takie cuda, że oko bieleje. Duża część to wręcz rzeczy mocno offowe - jak nawet ten C3PO (chociaż wiele jest dużo bardziej "innych") - w każdym razie każdy, kto chce się trochę pobawić i ma chwilę wolnego czasu znajdzie coś dla siebie (łącznie z automatami na korbkę - w całości z papieru, modelami dinozaurów dla młodego paleontologa, psami czy kotami dla ich fanatyków czy postaciami rodem ze ścian graffiti dla fanatyków neo-designu).
Cała ta zabawa z wycinaniem i klejeniem to świetna sprawa w ramach szeroko rozumianego ćwiczenia cierpliwości - w przypadku posiadania potomstwa wielce przydatna umiejętność ;-). Samo potomstwo, w tym wypadku, jest natomiast bardzo przydatne w utylizowaniu skończonych modeli (zwłaszcza przy małej powierzchni lokalu) - papier niby wszystko przyjmie ale nie zawsze "po przyjęciu" pozostanie w tej samej formie ("Dlaczego zgniotłaś Hello Kity?"... "A jakoś tak ścisnęło się" :-D ).
W ramach bonusu - genialne ćwiczenie manualne i fenomenalny pożeracz czasu (to niestety jest nie najlepszą stroną tego hobby).
Po tym "restarcie systemu" może się zabiorę za większą rzecz zaczętą jeszcze w sierpniu zeszłego roku... ale to już nie dziś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





