31 lip 2010

Na balkonie...

Pourlopowe spotkanie z balkonem okazało się bardzo miłe:

Pomidorki czerwienieją na balkonie oko ciesząc.

Mniam :-)

A o urlopowych obserwacjach niebawem.

17 cze 2010

Wróżka pomoże :-)

Delikatnie położyło mnie na łopatki ogłoszenie, które zauważyłem na skrzynce elektrycznej na ulicy. Wiadomo, takie miejsce to głównie "skrzynka reklamowa" dla wszelkiej maści mycia okien, sprzątania i np. wróżek.
Zaintrygowała mnie głównie ostatnia umiejętność wróżki. Tajemnica jest - a to w tym fachu się liczy chyba najbardziej - jak widać, wszystkie karteczki z telefonem dawno oderwane.

10 cze 2010

Tralalala idzie fala. Czyli jak powódź rozmiękcza nie tylko wały ale i umysły.

 Jako, że temat powodzi jest, że tak powiem, na fali to też pozwolę sobie na odnotowanie tego wydarzenia. Wszyscy w kółko nawijają głównie o umacnianiu wałów, zalanych domach, tragediach konkretnych ludzi. Burmistrzowie, prezydenci i politycy biegają po wałach i udają, że coś tym wnoszą do sprawy. A ja sobie o troszkę czym innym.
Otóż jesteśmy w stolicy. W prawie samym centrum - Cypel Czerniakowski. Tu podczas pierwszej fali nastąpiło osunięcie ziemi (może nie tak dramatyczne jak w Porcie Praskim ale tak czy siak były to właściwe jedyne dwa wydarzenia w samej Warszawie). Na cypel prowadzi uliczka Zaruskiego - mała, ułożona w większej części z płyt betonowych. No... ale prowadzi na wał. Zrozumiałe jest, że od razu została odcięta i nie ma na nią wjazdu (na Cyplu jest klub sportowy więc część osób na pewno wjechać może). Zrozumiałe jest, że ktoś tego wjazdu musi pilnować. A że tuż obok są biura i "koszary" Straży Miejskiej to wiadomo już kto pilnuje. I mamy taki oto obrazek:

Od razu widać jak ślicznie Straż Miejska potrafi się zorganizować. Oto wjazdu na strategiczny kawałek wału strzeże mocna ekipa - duży samochód, 3 strażników (być może jeszcze czwarty siedział w środku) a do tego doszło jeszcze 2 policjantów. Ilość strażników jest zmienna (czasem jest dwóch) ale samochód stoi cały czas.
Wystarczyłoby postawić jednego strażnika i dać mu dwa "pachołki" do zastawienia wjazdu ale jak by to wyglądało w statystykach? A tak - proszę bardzo - już można odnotować, że Straż Miejska do walki i zabezpieczania powodzi użyła tego samochodu i iluś ludzi. A w to, że samochód po prostu przestawili z parkingu, który jest tuż obok nikt nie będzie wnikał po powodzi - przecież nikt tego nie sprawdzi. Ale kasę będzie można pobrać, premie popłacić. Ciekaw jestem ile takich sytuacji jest w skali kraju - bo mam wrażenie, że cała masa.
I jak dla mnie to byłbym za radykalnym karaniem tego typu zachowań. Jeśli w czasie gdy ci panowie sobie tam stali i popalali papieroski się cokolwiek komuś złego stało (został napadnięty, pobity itp) to po prostu komendant co ich tak sprytnie ustawił powinien odpowiedzieć co najmniej stanowiskiem bo to, że strażnicy się często obijają to wiadomo ale ta akcja to naprawdę przesada i chamskie wykorzystywanie sytuacji jaką dała powódź.

Inną sprawą równie kosmiczną jest filmik o tym, jak dobry gospodarz, prezydent Wrocławia ratuje miasto od powodzi:

Pan Dutkiewicz się wytłumaczył, że to nie on, że to urzędnik. Pogratulować urzędasa w takim razie. Tylko, że widać też na filmie, że prezydent sie jednak tak czy siak lansował jak mógł podczas powodzi. A to, że potem te filmy użyto podobno bez jego wiedzy w ten sposób i z tą muzyką? Och... taki tam malutki błąd.
No coż, niektórzy potrafią sobie strzelić w stopę :-).

Ot... takie moje powodziowe dygresyjki. A teraz można sobie zaśpiewać "Płynie Wisła, płynie". Tak, dla utrwalenia.

27 maj 2010

Zużyty olej silnikowy czyli ekologia po polsku.

Jestem, żyję ;-). Mała przerwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A wiele się podziało w międzyczasie.
No ale na razie klasyka - czyli polskie realia.
W ramach szeroko rozumianego "performancu" zająłem się dosyć zaniedbaną działką. Trochę wycinania, trochę zabawy w działkowca-sadownika (bardzo jestem ciekaw co z tego wyniknie) i główne danie czyli koszenie trawy. Masakra (to koszenie). Trawa i różne zielska po pas. Ale cóż czynić... chce się żeby było w miarę użytkowo to trzeba zadbać.
Kupiłem kosiarkę. Spalinową. Po dłuższej walce nawet udało mi się ją poskładać do kupy ;-). I pokosiłem. Jak to z silnikami spalinowymi bywa musi się taki silnik dotrzeć. I po pierwszych 4-5 godzinach należy wymienić olej. Tak jak w samochodzie - odkręcamy śrubkę i olej wylata.
Brawo, brawo (dla mnie głównie - za to, że operację udało mi się przeprowadzić prawie nie oblewając się gorącym olejem). Podstawiłem garnek i zebrałem zużyty olej po czym przelałem go do butelki. Jak na razie wszystko gra. Świeży olej w silniku, stary w butelce.
Ale olej silnikowy to nie byle co. Należałoby go zutylizować w cywilizowany sposób (wiem, wiem... dla wielu osobników w tym kraju jest to trudne do zrozumienia i leją go gdziekolwiek). Na logikę olej powinien przyjąć każdy sprzedawca oleju - tak jak zużyte baterie, akumulatory samochodowe, żarówki, pralki, lodówki itp. Zwłaszcza, że taki litr oleju jest raczej bardziej szkodliwy dla środowiska niż zwykła żarówka. I co? I dupa.
Pojechałem ja na stację Orlen. Taką przy trasie przelotowej przez miasto. Niestety oni oleju nie przyjmują. Nie mają pojemnika i nie wiedzą gdzie można olej oddać. Baaa... pracownik stacji radośnie pokazał mi na zwykły kosz i powiedział, że tam mogę wywalić. Groza. To samo na następnym Orlenie.
Lekko zirytowany pojechałem do domu i zacząłem zgłębiać sprawę w Internecie. Jak zauważyłem od razu, nie tylko ja miałem taki problem.
Okazuje się, że co do oleju to mamy chyba jakąś dziwną lukę w prawie i tak naprawdę nie ma żadnego obowiązku przyjęcia go przez sprzedawców (a dla stacji benzynowej nie byłoby to specjalnym problemem - oleju i tak raczej mało by dostawali więc raz na miesiąc mógł by być taki pojemnik odbierany). Irytujące jest to zwłaszcza na stacji koncernu takiego jak Orlen.
Ciekaw jestem jak jest na wsi - bo nie wierzę, że rolnik jeździ traktorem czy kombajnem do stacji obsługi, żeby olej wymieniać. I pewnie jeśli nie ma specjalnego pieca a pobliskie stacje nie przyjmują to wylewa ten olej w krzaki bo nie będzie się bawił w szukanie rozwiązania ekologicznego.
W sumie klasyka - ręce opadają gdy się pomyśli, że za śmieszne pieniądze można by było ciut oczyścić nasze otoczenie i że tak naprawdę wystarczyłaby odrobina dobrej woli i pomyślunku. Ale wiem... o to u nas najtrudniej.
I właściwie nie wiem po co taki TVN nawija w kółko o plamie ropy w Ameryce jak tu i tak wszyscy mają to gdzieś i sami sobie produkują powolutku taką małą, lokalną, cichutką plamkę.
Dzisiaj jeszcze sprawdzę Statoil bo mam po drodze.